piątek, 27 września 2013

Rozdział 6

     Po pewnym czasie siedziałam na kanapie w domu chłopców. Między mną a Louisem panowała niezręczna cisza.
     - Proszę nie mów jej- szepnęłam spoglądając na bruneta. Ten zwrócił twarz w moim kierunku, po czym rzucił:
     - Nic nie powiem- uśmiechnął się siadając obok mnie. Przysunęłam się bliżej i wtuliłam w jego tors.
     - Dziękuję- powiedziałam.- Zrobiłam słabe wrażenie co?
     - Nie o to chodzi. Po prostu twój ojciec mówił, że masz problemy z alkoholem i no wiesz...- nie dokończył.
     Cicho westchnęłam, zamknęłam oczy i sama nie wiem kiedy zasnęłam.


6.07.2013;
Anglia, Londyn   

     Obudziłam się w ramionach Louisa z ogromnym bólem głowy. Wciąż byliśmy na kanapie. Wstałam starając się nie obudzić chłopaka, po czym ruszyłam w stronę kuchni. Nalałam sobie do szklanki wody mineralnej, a następnie zaczęłam szukać czegoś co chodź trochę pomoże mi z kacem. W końcu znalazłam jakieś tabletki. Wzięłam jedną, szybko połknęłam i popiłam wcześniej przygotowaną wodą. Po jakimś czasie ból zaczął ustępować. Wróciłam do salonu. Lou już nie spał, tylko leżał na sofie z pilotem w ręku i szukał czegoś ciekawego w telewizji.
     - Gdzie reszta?- spytałam siadając obok bruneta.
     - Wszyscy pojechali do Pezz. Stwierdzili, że mają do niej bliżej z klubu.- odparł.
     - Acha. Ja chyba pójdę się przejść- powiedziałam.
     - Nie zgubisz się?
     - Nie... Pójdę tylko do tego sklepu za rogiem. Wczoraj go widziałam- uśmiechnęłam się. Chłopak spojrzał na mnie podejrzliwie.- Spokojnie. Chcę kupić tylko colę i popcorn. Wieczorem będzie ciekawy film w telewizji.
     - Zgoda. Ja idę do Perrie. Przyjdziesz później sama?
     - Tak, tak- odparłam bez zastanowienia, po czym opuściłam dom chłopców i skierowałam się w stronę sklepu. Na moje szczęście nie było kolejki, więc szybko kupiłam to co chciałam. Wyszłam z budynku i... No właśnie. Nie mam bladego pojęcia gdzie znajduje się dom Perrie. Ups... Biegiem ruszyłam z powrotem w stronę willi 1D z nadzieją, że Lou jeszcze nie wyszedł. Drzwi były otwarte, więc weszłam do środka i westchnęłam z ulgą. Słysząc czyjeś kroki na schodach zawołałam:
     - Całe szczęście jeszcze...- urwałam, widząc obcego chłopaka, który pojawił się w salonie.- Um... Kim jesteś?
     - Mam na imię Harry. Mieszkam tu- powiedział.- Pytanie raczej kim ty jesteś?
     - Caitlin. Caitlin Elsworth. Jestem kuzynką Perrie. Mam spędzić u niej większość wakacji, ale poszłam do sklepu, a Lou mówił, że do niej jedzie i ja też miałam, ale nie znam jej adresu, więc przyszłam tutaj, bo myślałam, że Tommo jeszcze nie wyszedł- mówiłam pośpiesznie gestykulując śmiesznie rękoma. Musiałam wyglądać przekomicznie. Do tego byłam pewnie czerwona jak burak. Chłopak się cicho zaśmiał, po czym zaczął się mi uważnie przyglądać. Nie wiedziałam co powiedzieć. Ta cisza była strasznie krępująca.
     - Co tam masz?-Harry zadał pytanie wskazując palcem na reklamówkę, którą trzymałam.
     - Em popcorn i colę. Dzisiaj w telewizji będzie...Um..ciekawy film- zająkałam się. Jakoś tak nie bardzo chcę, żeby znał jego tytuł...
     - Jaki?- kurde.
     - Na pewno nie animowany- uśmiechnęłam się podstępnie.
     - Ej nie bądź taka powieeedz...
     - " Easy A", zadowolony?- rzekłam, na co lokaty delikatnie się uśmiechnął.
     - Mogę obejrzeć go z tobą?
     - To będzie dopiero wieczorem...- zaczęłam.
     - Nieważne i tak obejrzymy razem-uśmiechnął szerzej.- Właśnie miałem jechać doi Perrie, podwieźć cię?- zmienił temat. Kiwnęłam tylko głową na znak, że tak i już po chwili siedzieliśmy w jego samochodzie. Czułam się niepewnie będąc w aucie z obcym chłopakiem. Jedyne pocieszenie jest takie, że mam pewność iż to ten Harry, ponieważ widziałam jego zdjęcia w domu 1D. Na szczęście po krótkiej chwili moje lęki minęły, gdyż zatrzymaliśmy się przed moim tymczasowym domem. Prędko podbiegłam do drzwi i bez pukania weszłam do środka. Pięć par oczu skierowało swoją uwagę na mnie. Wszyscy znajdowali się w salonie. Po chwili obok mnie stanął Harry. Chłopcy rzucili się na lokatego  zamknęli w szczelnym uścisku. Biedak pewnie się dusił.
     - Hej! Bo go udusicie!- zawołała Perrie, śmiejąc się pod nosem.
     - No właśnie- usłyszałam cichy głos bruneta z burzą loków na głowie. Chłopcy odsunęli się od Harrego po czym wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
     - Hazza!- krzyknął Louis.
     - Cześć- odparł chłopak.
     - Widzę, że zdążyłeś już poznać Caitlin- uśmiechnęła się Pezz.
     - Tak. Jest miła- lokaty spojrzał na mnie kątem oka.- Dzisiaj będziemy razem oglądać ciekawy film- dodał, na co obrzuciłam go gniewnym spojrzeniem.
     - Powiedziałam, że...
     - Że to będzie dopiero wieczorem. Nie wspominałaś nic o tym, że nie mogę oglądać z tobą.- przerwał mi.
     - Jeśli to nie bajki to ja też chce!- zawołał Lou. Później dołączyła do niego reszta. Skończyło się na tym, że wieczorem urządzamy sobie "seans"... Jeśli można to tak nazwać.
     Zrezygnowana wróciłam do swojego pokoju, po czym zaczęłam szukać w szafie jakiś ubrań.  W końcu wciąż byłam w tych z wczoraj. W końcu znalazłam coś odpowiedniego. Poszłam wraz z wybranym strojem do łazienki. Tam umyłam zęby, ubrałam się i wyszłam.
     Cała szóstaka znajdowała się na zewnątrz. Postanowili rozpalić ognisko. Gdy tylko wyszłam na taras oczy wszystkich skierowały się na mnie. Chłopcom szczęki opadły, nie tylko w znaczeniu przenośnym. Wszyscy rozdziawili gęby. Na ich widok cicho się zaśmiałam. Nie wiem czemu się tak na mnie patrzyli. Nigdy nie byłam jakimś obiektem westchnień. Jestem przeciętną nastolatką. Takie sławy jak oni przecież niemal codziennie widują sto razy ładniejsze ode mnie. Ech... Co ja się przejmuję... Powinnam się cieszyć, że w ogóle zwrócili na mnie uwagę.


     Ognisko płonęło. Ktoś co chwilę dokładał gałęzi i tym podobnych rzeczy, aby nie zgasło, gdy pozostali siedzieli na kłodach, służących za ławeczki, tworzących okrąg i piekli nadziane na kije kiełbaski. Louis co chwile opowiadał śmieszne historyjki, które wymyślał na poczekaniu. Natomiast Niall zabrał mi kolejną już kiełbasę.
     - Hej! Ja też chcę coś zjeść!- krzyknęłam.
     - Nie, bo przytyjesz- stwierdził.
     - Zabierz mi jeszcze jedną, albo chociaż okruszek, to srogo pożałujesz. Nie żartuję- powiedziałam całkiem poważnie. No co? W końcu muszę coś jeść. Blondyn przestraszony odsunął się ode mnie na jakiś metr. No i tak ma być. Nadziałam na kija kolejną kiełbasę i czekałam, aż się upiecze. Wreszcie, mój brzuch przestanie się domagać o jedzenie.
     Gdy moja kiełbasa była już gotowa, położyłam ją na papierowym talerzyku i...
     - Harry!- wydarłam się.- Jestem głodna!
     - Ale co?- spytał z pełną buzią. W ręku trzymał jeszcze kawałek MOJEGO obiadu. Czy ja dzisiaj zjem chociaż marny okruszek?


***

Krótki, ale nie chciało mi się dalej pisać. Po za tym długo nie dodawałam więc starałam się jak najszybciej dokończyć. Mam nadzieję, że nie jest taki zły ;)

Papa ;*

3 komentarze: